piątek, 30 września 2016

♦13 znaków♦Suri

Rozdział:1
Obraz znaleziony dla: anime białe włosy dziewczyny

(Suri)
Czerwono włosa pani zaniosłam mnie do czarnego busa. Spojrzałam na płonącą posiadłość ten ostatni raz.
-"Karu"...-Szepnęłam niesłyszalnie a z moich oczu leciały łzy rozpaczy. Pani usadowiła mnie na przeciw siebie w busie.
-Tylko ona ocalała?-Odezwał się głos kierowcy.
-Tak...ostatnia z rodu Tashiko...-Przytaknęła czerwono włosa kobieta patrząc na mnie. Bus od jechał z pod płonącej posiadłości. Kobieta przez całą drogę rozmawiała z kimś przez telefon. Mam pustkę w mojej duszy i plamę na wspomnieniach z dzieciństwa. Samochód zatrzymał się przed jakąś starożytną japońską świątynią którą ktoś się opiekował. Wysiadłam z czerwono panią, trzymałam ją za rękę i po woli wchodziłyśmy na górę po schodach do świątyni. Co się ze mną stanie?
-Hana!-Krzykną pewien stary człowiek gdy tylko zobaczył czerwono panią ze mną.
-Ojcze!-Oddała uśmiechem, którego kompletnie nie rozumiałam.
Starszy człowiek szybkim krokiem podszedł do nas popatrzył na swoją córkę a potem zdumiony na mnie.
-To ty miałaś tyle szczęścia i przeżyłaś?-Zapytał i klękną przede mną. Spuściłam wzrok na swoje białe, ubrudzone popiołem butki.
-Dobrze, a jak masz na imię skarbie?-Dopytywał mnie.
-S...Suri-Odpowiedziałam wstydliwie.
-(Nowe życie)...pięknie-Oddał i popatrzył na moje kolano.
-Idziemy opatrzeć ci kolano-Dodał, chwycił mnie za rękę i we trójkę poszliśmy do świątyni. Weszliśmy do małego pomieszczenia gdzie była mata. Kazano mi usiąść na niej. Po chwili zabandażowano mi kolano.
-Dziękuje-Szepnęłam do nich.
-Nie ma za co...teraz będziesz tu się uczyć sztuki duchowieństwa-Powiedział starzec poważnym tonem.
-Co?-Nic nie rozumiałam z tego co mówi.
-Przekonasz się...będziesz mieszkać z Haną- Powiedział staruszek i odszedł bez słowa. Burkną coś tylko o uczniach.
-Boje się-Powiedziałam drżącym głosem do czerwonej.
-Nie bój się, wszystko będzie dobrze-Czerwona przytuliła mnie mocno. Po tem wyszłyśmy na zewnątrz, Hana kazała mi usiąść na schodku przed wyjściem i kazała na nią czekać. Zamyślona w żałobie po bracie usłyszałam szelest w krzakach. Z krzaków wyszedł 7 letni chłopiec z blond włosami i pięknymi oczami.
-Co tu robisz?-Zapytał się nie przyjacielsko chłopczyk.
-Czekam, a ty mnie szpiegujesz-Przyznałam. Chłopak lekko się zaczerwienił od wstydu i złości.
-Nie ja tylko czegoś szukałem!-Wybraniał się, wyglądał z tym nawet zabawnie.
-Mimo to od teraz mam cię za wroga, bo mnie obraziłaś!-Krzyczał w moim kierunku wskazującym wymachując palcem.
-Nie obchodzi mnie to...-Powiedziała lodowato do niego.
-Będę z tobą walczył...jestem Toma Haszu, a ty?-Zapytał poważnie i wściekle. Westchnęłam cicho.
-Suri Tashiko-Przedstawiłam się niechętnie i chłodno. Po krótkiej chwili przyszła Hana i zawiozła mnie do jej domu. To był 1 rodzinny dom. Weszłam do środka zdejmując buty.
-Idziemy skarbie, musisz się umyć i coś zjeść-Upomniała wesoło kobieta prowadząc do łazienki.
-Masz tu ręczniki,czyste ubrania,kremy i szampony-Wszystko to położyła na krześle i wanna zaczęła nabierać do siebie ciepłej wody.Hana wlała tam płyn i zaczęła się robić piana.Gdy wanna była już prawie pełna Hana zakręciła wodę i wyszła, a ja zdjęła ubrudzone w popiołu ubrania i odłożyłam na kosz z praniem.Na szyi nad lewym obojczykiem miałam znamie w kształcie księżyca.
Weszłam do wanny i zaczęłam się myć i jednocześnie płakać po moim drogim bracie Karu. Umyta wyszłam z wanny i ubrałam się w koszulę nocną. Wyszłam z łazienki i od razu spostrzegłam przed sobą Hanne. Zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Był całkiem przytulny ale wolałam tamten nie zniszczony ogniem i gruzami pokój w dworku. Hana podała mi tacę z jedzeniem i powiedziała to co przez długi czas nie usłyszałam.
-Dobranoc Suri-Uśmiechnięta wyszła z pokoju. Zjadła pyszne jedzenie i położyłam się spać z tymi wydarzeniami miałam ciężki dzień. W głowie szumiały mi słowa "Sama","Ostatnia","Żywa".

Autor Animesja1
Plis o koma




Nadzeja na nowe życie:Prolog

Historia bliźniąt które
zostały rozdzielone w dzieciństwie.Starszy brat Kaoru *nadzieja* i młodsza siostra Suri *nowe życie* przeżyli razem wspaniałe 5 lat.Kiedy nagle wydarzyło się coś co zmieniło ich życie.

...

Mały chłopczyk o czarujących niebieskich oczach i włosach czarnych jak noc szukał swojej matki po całym dworku.
-Mamusiu!Patrz co narysowałem!-krzykną kiedy ją znalazł.
-Ślicznie.-odpowiedziała spoglądając na obrazek na,którym znajdowała się cała jego rodzina.-Gdzi twoja siostra?
-Tutaj na obrazku koło mnie.
-Nie oto pytam.
-Była chyba w ogrodzie.-odpowiedział niepewnie.
-Pujdź po nią.
-Dobrze.-odpowiedział wychodząc na zewnątrz.Pobiegł w stronę gigantycznej płaczącej wierzby.Znajdowała się tam mała huśtawka na,której tak jak się domyślał była jego bliźniaczka.Po cichu podszedł od tyłu do dziewczynki.
-Nie myśl,że mnie wystraszysz Karu.-powiedziała chłodno dziewczynka.
-Mogłabyś się uśmiechnąć.Ciągle chodzisz smutna.
-Może kiedyś.
-Oj przestań Suri.Lepiej chodź.Mama Cię woła.
Chłopiec pomugł białowłosej zejść z huśtawki i razem pobiegli do dworku.

...

Gdy weszli do środka pierwsze co żuciło im się w oczy była mała kałuża czerwonej cieczy.

-Pewnie ktoś dostał krwotoku z nosa.-zapewniał chłopczyk.

Jednak kiedy stawiali kolejne kroki krwi było coraz więcej.W pewnym momencie natkneli się na ciało swojej rodzicielki.

-Mamusiu!-chłopczyk klękną przy matce i chwycił za lodowatą już dłoń bladej kobiety.Dziewczyna stała w szoku z lekko otwartą buzią nie dopuszczając do siebie tego co widzi.Kobieta ledwoj oddychała,patrzyła na nich swoimi szklanymi oczami.Resztą siły zdołała powiedzieć.

-,,Opiekuj się siostrą...Karu...Suri..Kocham was''

Dziewczyna upadła na kolana i zaczęła ronić łzy.Po policzku Karu spłyneło kilka łez,które zetarł kiedy zobaczył jego rysunek w dłoni martwej już kobiety.Wziął go  i schował do kieszeni.

-Karu?-jego siostra patrzyła na niego zapłakna.

-Będzie dobrze.-posłał siostrze smuty uśmiech po czym wstał i razem z Suri pobiegli w poszukiwaniu ojca.Biegnąc prostymi korytarzami i zaglądajac do karzdych drzwi w pewnym momencie usłyszeli dziewne odgłosy z gabinetu piętro wyrzej.Od razu pobiegli w stronę hałasu.Ggdy dotarli na miejsce zobaczyli że drzwi do gabinetu ich ojca były uchylone.Ukradkiem zobaczyli w nich jak jakiś mężczyzna ubrany na czarno w masce.Mówił w dziwnym języku i celował bronią AK14 prosto w jego klatkę piersiową.Na krótką chwilę bliźnięta zobaczyli jak ich ojciec patrzy w ich oczy.Z jego ust dało się odczytać "uciekajcie".Sekundę po tym człowiek w masce strzelił bronią prosto w jego serce.Przerażone rodzeństwo powoli odsunęło się od drzwi by potem uciekać ile sił w nogach.Zbierając ze schodów Suri połknęła się i upadła.Miała zwarte kolano.
-Suri!-krzykną przerażony chłopak.
-Karu!-odkrzyknęła.
Ze schodów zbiegł ten sam mężczyzna który zabił ich ojca.Tym razem w ręce trzymał butelkę z żółtym płynem rozlewając ją za sobą.
-Bęzyna?!-krzyknęła przerażona dziewczyna a po jej słowach między rodzeństwem pojawiła ściana ognia.Chłopiec miał zacząć krzyczeć kiedy ktoś chywcił go i przeżucił przez ramię wynosząc z domu.Karu nie protestował wiedział że to już koniec.Tym czasem Suri biegła prosto przez siebie jak najdalej od ognia.W końcu tragiła do tylniego wyjścia.Pobiegła prosto aż wpadła na coś dużego.
-Wszystko w porządku?-to była wysoka dziewczyna o czerwonych włosach.Suri pokreciła przecząco głową.
-Wygląda na to,że ktoś przeżył.Zabieramy ją do nas.
Kobieta powiedziała coś do telefonu i podniosła dziewczynkę zabierając ją do dużego busa.

...